wso.edu.pl

5 mitów o progach punktowych egzaminu ósmoklasisty

Progi punktowe egzaminu ósmoklasisty budzą wiele nieporozumień wśród rodziców i uczniów – sprawdzamy, które popularne przekonania są fałszywe.

Agnieszka Zielińska 7 min czytania

Co roku w maju i czerwcu wraca ta sama rozmowa w gronie rodziców ósmoklasistów: ile punktów trzeba zdobyć, żeby dostać się do wymarzonego liceum, i czy w ogóle da się „nie zdać” tego egzaminu. Wokół progów punktowych egzaminu ósmoklasisty narosło sporo półprawd, które powtarzane z ust do ust zaczynają funkcjonować jako pewniki. Tymczasem znajomość rzeczywistych zasad rekrutacji pozwala uniknąć niepotrzebnego stresu i lepiej zaplanować wybór szkół. Poniżej pięć najczęstszych mitów – i to, jak sprawy wyglądają naprawdę.

Mit 1: Trzeba osiągnąć określony próg punktowy, żeby zdać egzamin

To najbardziej rozpowszechniony i najbardziej mylący mit. Egzamin ósmoklasisty nie ma progu zaliczeniowego – nie istnieje pojęcie „oblania” tego egzaminu w takim sensie, w jakim rozumiemy to przy maturze czy egzaminach zawodowych. Każdy uczeń, który przystąpił do wszystkich części egzaminu, automatycznie go „zdaje”, niezależnie od tego, ile procent punktów uzyskał.

Wynik egzaminu wyrażany jest w procentach dla każdej z trzech części: języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego. Te wartości procentowe nie decydują o tym, czy uczeń „przeszedł” egzamin, tylko o tym, ile punktów rekrutacyjnych wniesie do procesu naboru do szkoły ponadpodstawowej. Innymi słowy – nie ma czegoś takiego jak minimalny próg punktowy egzaminu, poniżej którego uczeń nie otrzymuje świadectwa ukończenia szkoły podstawowej.

Warto to rozróżnienie dobrze zrozumieć, bo miesza się tu dwa różne pojęcia:

  • Wynik egzaminu – zawsze zostaje zaliczony, niezależnie od liczby zdobytych procent.
  • Próg punktowy szkoły – to zupełnie inna wartość, ustalana osobno przez każdą placówkę w procesie rekrutacji, o czym więcej w kolejnych punktach.

Dla ucznia praktyczny wniosek jest taki, że warto skupić się na maksymalizacji wyniku procentowego, a nie na obawie przed „niezdaniem”. Strach przed egzaminem, który w rzeczywistości nie ma progu zaliczeniowego, bywa źródłem niepotrzebnego stresu, szczególnie u uczniów bardziej lękowych.

Mit 2: Progi punktowe są takie same we wszystkich szkołach

Drugi mit zakłada, że istnieje jakiś ogólnopolski, jednolity próg, powyżej którego dostaje się do liceum, a poniżej – nie. W rzeczywistości każda szkoła ponadpodstawowa (a często każda klasa czy profil w tej szkole) ustala własny próg punktowy w zależności od liczby kandydatów i limitu wolnych miejsc.

Prowadzi to do dużych różnic nawet w obrębie jednego miasta. Popularne liceum ogólnokształcące z klasą o profilu biologiczno-chemicznym w dużej aglomeracji może mieć próg rzędu 160–180 punktów (na 200 możliwych), podczas gdy technikum w mniejszej miejscowości, kształcące w mniej obleganym zawodzie, może przyjmować kandydatów już od 80–100 punktów. To nie znaczy, że jedna szkoła jest „lepsza”, a druga „gorsza” – oznacza to po prostu inny poziom konkurencji o miejsca.

Na wysokość progu w danej placówce wpływają między innymi:

  • liczba kandydatów zgłoszonych na dany kierunek lub profil,
  • liczba dostępnych miejsc,
  • renoma i lokalizacja szkoły,
  • specyfika przedmiotów rozszerzonych i to, czy odpowiadają zainteresowaniom większej liczby uczniów.

Dlatego porównywanie progów między różnymi szkołami – zwłaszcza z różnych miast czy regionów – nie ma większego sensu. Znacznie bardziej użyteczne jest sprawdzenie historii progów konkretnej, interesującej nas placówki, najlepiej z kilku ostatnich lat, żeby zobaczyć trend, a nie pojedynczą liczbę.

Czy próg punktowy znany jest już przed rekrutacją?

To trzeci, dość subtelny mit – wielu rodziców zakłada, że próg punktowy to z góry ustalona liczba, którą szkoła ogłasza przed rozpoczęciem naboru, tak jak cennik czy regulamin. W rzeczywistości jest odwrotnie: próg punktowy to wynik ostatniego przyjętego kandydata, a więc liczba, która staje się znana dopiero po zakończeniu rekrutacji.

Przed rozpoczęciem naboru szkoły publikują jedynie limity miejsc oraz – co najwyżej – progi z lat poprzednich jako informację orientacyjną. Rzeczywisty próg w danym roku zależy od tego, jak wielu kandydatów i z jakimi wynikami zgłosi się na dany kierunek. Może się zdarzyć, że w jednym roku do popularnego liceum zgłosi się wyjątkowo silny rocznik uczniów – i próg gwałtownie wzrośnie, mimo że rok wcześniej był zauważalnie niższy.

Z tego wynika ważna praktyczna wskazówka: podając w systemie rekrutacyjnym listę wybranych szkół i klas, warto ułożyć ją strategicznie – od szkoły najbardziej wymarzonej, przez realistyczne opcje, aż po „bezpieczniejszy” wybór, do którego szanse na przyjęcie są wysokie nawet przy słabszym wyniku egzaminu. System elektronicznej rekrutacji (jego szczegóły różnią się w zależności od województwa i danego roku szkolnego) uwzględnia preferencje kandydata i automatycznie przydziela go do najwyżej postawionej na liście szkoły, do której wystarczyło mu punktów.

Mit 4: Wynik procentowy z egzaminu to od razu liczba punktów rekrutacyjnych

Kolejne błędne przekonanie dotyczy sposobu przeliczania wyniku egzaminu na punkty rekrutacyjne. Uczniowie i rodzice czasem zakładają, że 80% z matematyki to po prostu 80 punktów rekrutacyjnych. W praktyce obowiązuje określony przelicznik, w którym każdy procent z danej części egzaminu przekłada się na ułamek punktu, przy czym wagi dla poszczególnych przedmiotów mogą się różnić.

Dokładne wartości przeliczników ustala corocznie odpowiednie rozporządzenie dotyczące rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, dlatego zamiast opierać się na liczbach zapamiętanych sprzed kilku lat, najbezpieczniej sprawdzić aktualnie obowiązujący sposób przeliczania na stronie kuratorium oświaty lub wybranej szkoły. Ogólna zasada jest jednak stała: wynik procentowy z każdej części egzaminu jest mnożony przez odpowiedni współczynnik, a suma tych wartości daje maksymalnie kilkadziesiąt punktów za sam egzamin – zwykle znacznie mniej niż całkowita pula punktów rekrutacyjnych.

Do punktów z egzaminu dolicza się bowiem jeszcze inne elementy, które również wpływają na ostateczny wynik kandydata:

  • oceny z wybranych przedmiotów na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej,
  • świadectwo z wyróżnieniem,
  • udokumentowane osiągnięcia, na przykład w konkursach przedmiotowych czy zawodach sportowych,
  • aktywność społeczną, na przykład wolontariat, jeśli jest uwzględniana w danym systemie rekrutacji.

Oznacza to, że dwóch uczniów z identycznym wynikiem procentowym z egzaminu może mieć różną łączną liczbę punktów rekrutacyjnych – i to właśnie ta suma, a nie sam wynik egzaminu, decyduje o przyjęciu do wybranej szkoły. Dlatego warto zawczasu policzyć swoją orientacyjną liczbę punktów według aktualnie obowiązującego przelicznika, zamiast opierać decyzje wyłącznie na procentach z egzaminu.

Mit 5: Skoro w zeszłym roku próg wynosił tyle punktów, w tym roku będzie podobnie

Ostatni mit dotyczy traktowania progu z poprzedniego roku jako niemal gwarantowanego punktu odniesienia. Progi punktowe potrafią się zmieniać z roku na rok, czasem dość znacząco, i nie zawsze wynika to z decyzji samej szkoły. Wpływa na to kilka niezależnych czynników jednocześnie.

Po pierwsze, poziom trudności arkuszy egzaminacyjnych bywa różny w kolejnych latach. Jeśli w danym roku arkusz z matematyki okaże się trudniejszy niż zwykle, średnie wyniki procentowe uczniów mogą być niższe, co pociąga za sobą obniżenie progów punktowych w wielu szkołach jednocześnie – nie dlatego, że szkoły stały się mniej wymagające, ale dlatego, że kandydaci mieli niższe wyniki wejściowe.

Po drugie, liczba kandydatów zainteresowanych danym kierunkiem czy profilem klasy zmienia się w zależności od mody na określone zawody, sytuacji demograficznej w danym roczniku czy nawet lokalnych inwestycji, na przykład otwarcia nowego kierunku technicznego, który odciąga część kandydatów od innych szkół. Po trzecie, limit miejsc w danej klasie może się zmienić – szkoła może zwiększyć lub zmniejszyć liczbę oddziałów. Z tych powodów progi z poprzednich lat najlepiej traktować jako:

  • orientacyjny punkt odniesienia, a nie sztywną granicę,
  • informację o trendzie na przestrzeni kilku lat, a nie pojedynczą, „magiczną” liczbę,
  • jeden z elementów decyzji – obok własnych ocen, wyników próbnych egzaminów i realnych zainteresowań ucznia.

Rozsądną strategią jest przygotowanie kilku wariantów wyboru szkół z różnym poziomem wymagań punktowych, tak aby nawet w razie nieoczekiwanie wysokiego progu w wymarzonej placówce, kandydat miał realną alternatywę, która również go satysfakcjonuje.

Podsumowanie: jak mądrze podejść do progów punktowych

Progi punktowe egzaminu ósmoklasisty są tematem, w którym łatwo o uproszczenia – tymczasem rzeczywisty mechanizm rekrutacji jest bardziej złożony i elastyczny, niż mogłoby się wydawać. Egzamin sam w sobie nie ma progu zaliczeniowego, progi różnią się między szkołami, stają się znane dopiero po zakończeniu naboru, wynik procentowy nie jest tożsamy z punktami rekrutacyjnymi, a wartości z poprzednich lat to jedynie wskazówka, nie gwarancja.

Najlepszym rozwiązaniem dla uczniów i rodziców jest regularne sprawdzanie aktualnych zasad rekrutacji publikowanych przez właściwe kuratorium oświaty oraz strony internetowe konkretnych szkół, ponieważ to one są najbardziej wiarygodnym źródłem informacji o obowiązujących w danym roku przelicznikach i wymaganiach. Zamiast koncentrować się na jednej liczbie usłyszanej od znajomych, warto poświęcić czas na rzetelne przygotowanie do egzaminu i przemyślany, wielowariantowy wybór szkół – to znacznie skuteczniejsza strategia niż próba odgadnięcia progu, który i tak zostanie ustalony dopiero po zakończeniu całej rekrutacji.

Udostępnij:
Wróć do Liceum i technikum